czwartek, 2 września 2010

Helicon





Pochodzą ze szkocji. Założeni przez braci Hughesów (obaj gitary i wokale) i Laurę O’brien (syntezatory i klawisze). Od razu napiszę, że ich muzyka przemyca coś z krajobrazu wysp. Debiutancką epkę wypełniają trzy długie i nieśpieszne kompozycje (dwie pierwsze trwają 17 min, a trzecia 5!) ta muzyka ciągnie się trochę jak droga, którą trzeba przebyć od domostwa do domostwa spacerując wrzosowymi łąkami. Wtedy to najlepszym sposobem na wypełnienie czasu jest snucie wyobrażeń. Wszystkie te dźwięki zdają się być bardzo swojskie, zasłyszane już gdzieś wcześniej a zarazem malowane własnymi barwami. Takie dziwne podwórko, które wtopiło się w krajobraz, mimo iż nad nim unoszą się skrzydlate koty. W the Point Between Heaven And Hell - pierwszym utworze na epce, w którym sam wstęp trwa blisko 5 minut, wyprawa z ziemskiej zamienia się w metafizyczną. Nie tylko za sprawą tekstu, ale przede wszystkim za sprawą instrumentarium. Przesterowane gitary zahaczają tu o delikatną psychodelię, a liryczny i zarazem melancholijny głos Gary’ego Hugheusa uzupełniają dziewczęce zaśpiewy laury O’brien. Warto dodać, że płeć żeńska to też partie skrzypiec i harmonijki. właśnie dociera do mnie, że ten spacer w chmurach wypełnia jakaś dziwna troska i specyficzne natężenie, które znika dopiero wraz z pierwszymi linijkami tekstu. Ulotność tego utworu sprawia, że 10 min. The Point Between… mija prawie niepostrzeżenie. Prawie, bo zostawia ciepłe, optymistyczne wrażenia.
W drugim utworze: Truth or Consequence moją uwagę zwraca śpiew i przede wszystkim śpiew. Kołyszący i folkowy. Nie brak tu także bardzo wyważonej, epickiej i emocjonalnej rockowej jazdy, dzięki pojawiającym się tu i ówdzie charakterystycznym, ślizgającym i wibrującym partiom gitar.
W Hiding in the Shadows miejsce basu zajmuje didgeridoo, albo gra tuż obok a gitary oddają pole sitarom. Wszystko do czasu, bo i tu jest miejsce na przestrzenne i wydłużone pociągnięcia pięciostrunowych instrumentów. Właśnie: przestrzenne, to dobre słowo, by określić zawartość Take The Ride. Przestrzenne sesje i rockowa psychodelia uzupełniana przez delikatny folk. Taka właśnie jest debiutancka epka tego zespołu. Zapętlam dźwięki Helicon w winampie. Dzisiaj i sądzę, że nie tylko dzisiaj szykuje się długi wieczór z tą muzyką…

_________________________________________________________

They come from Scotland. A Band formed by the Hughes brothers (both guitar and vocal) and Laura O’Brien (synthesizer and keyboard). I must say that their music brings to your mind something about the UK landscape. Their debut EP consists of three long and slow compositions (the first two of them last for 17 minutes and the third one for 5 min.!). This music carries on like a road you have to walk between different homesteads, when wandering on heather meadows. Then the best way to kill time is to start dreaming. All the sounds seem familiar, like you’ve heard them before somewhere and at the same time they have a unique distinctive sound.
Our journey is transformed into a metaphysical one with the first piece on the EP called ‘the point between heaven and hell’, in which the intro itself lasts for 5 minutes. Not only because of the lyrics, but mostly thanks to the instrumental section. The guitars sound a little psychedelic and the melancholic vocal of Gary Hugheus is completed by girly Laura O’Brien’s singing. I’d like to add that the violin and the harmonica are also female parts. It occurs to me now that this walk in the clouds is filled with some sort of weird concern and specific tension, which both disappear with the moment when the lyrics start. ‘The point between…’goes by almost without a notice…almost, because it leaves you with a warm, optimistic feeling.
In the second piece ‘Truth or consequence’ the thing that drew my attention was the swinging, folky vocal. Thanks to the characteristic vibrating sound of slide guitar, it also doesn’t lack in epic, emotional rock ride. In ‘Hiding in the shadows’ the bass is replaced with didgeridoo or both instruments are played at the same time, and sitars take place of the guitars. Here, as well you’ll hear elongated spatial guitar sounds. Exactly, space is the word that came to my mind after hearing ‘Take the ride’. Spatial sessions and psychedelic rock completed by soft folk. That’s what Helicon’s debut EP’s like. I’m about to play Helicon right now, I guess I’m going to spend many long nights with their music.

Download EP

MySpace

Facebook

Text: nataen
Tanslation: jelizarose

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz