czwartek, 1 lipca 2010

Wooden Shjips @Powiekszenie (Warsaw, Poland) - 28.06.10



28 czerwca do Warszawy zawitał zespół, na koncert którego czekałem dobre dwa miesiące. Mowa o pochodzącej z San Francisco kapeli o ciekawej nazwie – Wooden Shjips. Występ odbył się na Nowym Świecie w klubie Powiększenie. Jest to wybór jak najbardziej trafiony, bo samo centrum, bo fajna miejscówka, bo mam blisko (ten ostatni powód jest być może dość egoistyczny, jednak lubię koncerty odbywające się niedaleko od mojego domu ;), aczkolwiek jedna rzecz mogła przeszkadzać, ale o tym w dalszej części.
Do Powiększenia, a właściwie pod Powiększenie dotarliśmy koło godziny 20. Od razu spotkaliśmy ekipę Sunday at Devil Dirt wesoło gaworzącą z basistą Wooden Shjips, nieopodal stała reszta zespołu wraz z panią, która gra na klawiszach w Moon Duo, czyli pobocznym projekcie wokalisty i gitarzysty Wooden Shjips, Erika Ripleya. Chwilę później na scenie pojawił się warszawski zespół Setting the Woods on Fire, pełniący tego dnia rolę supportu. Przy całym naszym uwielbieniu dla Settingów, tego dnia postanowiliśmy jednak odpuścić ich gig, gdyż dość agresywna muzyka prezentowana przez warszawskie trio w żaden sposób nie pasuje do psychodeliczno-transowego Wooden Shjips. W czasie ich koncertu postanowiliśmy zamienić dwa słowa z gwiazami wieczoru oraz „szczelić” sobie pamiątkową fotkę.

Wooden Shjips pojawili się na scenie Powiększenia o 21. Od samego początku zaatakowali dość skromnie zgromadzoną publiczność gęstą, mocno transową psychodelią. Od pierwszych dźwięków nowego, niezatytułowanego jeszcze utworu wiedziałem, że to będzie znakomity koncert. I ani trochę się nie myliłem. Panowie zabrali mnie na godzinną przejażdżkę motocyklem po księżycu. Było bardzo tripowo. Już sama sekcja rytmiczna sprawiała, że zupełnie odpływałem. Grali bardzo prosto (dla zobrazowania – jeden kawałek to mniej więcej cztery dźwięki basu), ale w prostocie siła. Jest to kolejny zespół, który udowadnia starą prawdę, nie trzeba grać miliona dźwięków na sekundę, żeby muzyka była ciekawa. Jeśli do wspomnianej sekcji rytmicznej dołożymy kosmicznie brzmiące klawisze (serio, kosmicznie to najlepsze słowo), typowo shoegaze’ową, jazgoczącą, hałaśliwą gitarę oraz leniwy wokal z olbrzymią ilością pogłosu (Ripley mógł śpiewać nawet po chińsku – i tak nie dało się nic zrozumieć ;) to dostaniemy przepis na koncert idealny!

Panowie zagrali bardzo przekrojowo. Zamieszczona wyżej setlista, spisana przez Ripleya na szybko przed klubem nie pokazuje do końca tego, co publiczność mogła usłyszeć (np. nie zagrali We Ask You to Ride z debiutu, a pojawiło się Vampire Blues z najnowszego dzieła Amerykanów, czyli Vol. 2). Wykonali 9 utworów (+ 1 na bis), wszystkie brzmiące tak jak opisałem wyżej, a więc cudo. Do wyboru kawałków nie można się przyczepić (prywatnie mogę tylko dodać, że zabrakło mi wspomnianego We Ask You to Ride i I Hear the Vibrations. Jednak zdaję sobie sprawę, że to nie był koncert życzeń w nadmorskim kurorcie). W ramach ciekawostki warto dodać, że między utworami słyszeliśmy jakieś ćwierkanie ptaszków puszczone z walkmana(!). Pojawiły się też wizualizacje, ale przez nie najlepiej ustawiony projektor ich istnienie można pominąć.
Teraz trzy rzeczy, do których chciałbym się przyczepić.
1.      Moon Duo – byli tam w komplecie, szkoda, że nie zdecydowano się na zorganizowanie koncertu obu zespołów.
2.      Powiększenie – jeden jedyny problem z tym klubem jest taki, że koncerty muszą się skończyć o 22. Tak było też tym razem. Panowie z Wooden Shjips co jakiś czas zerkali na zegarki, żeby nie przekroczyć ustalonej granicy, a było widać, że chcieli zagrać dłużej. Mogli zacząć ciut wcześniej.
3.      Wizualizacje – brakowało ich jak cholera, tzn. były, ale nie było ich widać tak jak trzeba. Dzięki nim zespół mógłby zabrać publiczność na jeszcze ciekawszą wycieczkę.
Koniec narzekania. Reasumując, mimo drobnych niedociągnięć występ był znakomity. Czyżby koncert roku? Za wcześnie na taką ocenę, ale już teraz mogę powiedzieć, że póki co Wooden Shjips okupują podium!

Ps. Widząc Woodenów na scenie miałem wrażenie, że obcuję z mocno wykręconymi ludźmi. Erik Ripley z długą biało-czarną brodą w japonkach, obsługujący wszystkie pokrętła przy efektach nogami, Omar, perkusista, zabawnie podskakujący na stołku przez cały koncert, Dusty, basista, ruszający się jakby… no właśnie nie wiem do czego to porównać, ale jego sceniczna poza była jedyna w swoim rodzaju. Przy nich, Nash, klawiszowiec wyglądal zupełnie niepozornie... ale grał kosmicznie ;)




___________________________________________________________________



On the 28th of June, in Warsaw, took place a concert I’ve waited for over two months.
It’s about the band coming from San Francisco, called Wooden Shjips. The event took place in Nowy Świat Street in Powiększenie Club. A very well-aimed concert location. Downtown, a cool spot, close to my place of residence (the last reason might be a little egoistic, but I really like it when concerts are played near the place I live in ;) ), anyway there was one thing that bothered me, but we’ll get there.
We arrived at Powiększenie about 8 pm. Right away we ran into Sunday at Devil Dirt’s crew talking to the Wooden Shjips’s bassist. Nearby, there was standing the rest of the band along with the lady playing keyboard in Moon Duo, a side project of Wooden Shjips’s  vocalist and guitarist, Erik Ripley. In a while Setting the Woods on Fire, a band coming from Warsaw and supporting WS on that day, appeared on the stage. With all our love for StWoF on that day we decided to intentionally miss their gig, because quite aggressive music played by the Warsaw trio doesn’t fit the trance/psychedelic style of Wooden Shjips. During their performance we decided to chat with the stars of the evening and to ‘shoot’ a keepsake photo. 

Wooden Shjips appeared on the stage of Powiększenie at 9 pm. From the very beginning they attacked the restrained audience with deep,  powerful trance/psychedely. From the very first sound of a new, untitled yet piece, I knew that it’s going to be a concert to remember. And I was right. The gentlemen took me on an hour lasting motorcycle trip to the moon. Just the rhythm itself made me float away completely. They played in a very simple way ( to help you get the idea – moreless four sounds of  the bass made one piece), but there’s power in simplicity! Here’s another band proving an old truth, you don’t have to play a million sounds per second to make music interesting. Adding to the mentioned rhythm section, a keyboard sounding in a cosmic way (seriously the most adequate word), characteristic shoegazy, clattering, noisy guitar and a lazy vocal with a lot of reverb (Ripley could have sung even in Chinese, you couldn’t understand a word ;) ), you get a perfect combination!

The gentleman played pieces of all the albums they’ve released so far. The setlist’s picture above doesn’t exactly show the pieces we could hear during the show ( for instance, they didn’t play ‘We Ask You to Ride’ of their debut LP, but did play ‘Vampire Blues’ of their recent album Vol. 2 instead). Altogether,  they performed 9 fantastic pieces (+1 they played encore). You wished the choice of pieces was a little different (Personally, I missed the mentioned ‘We Ask You to Ride’ and ‘I Hear the Vibrations’). Anyway, I do realize it wasn’t a wish concert.
As an  interesting side note, I can add that during the breaks between separate pieces we could hear birds’ tweet played on a walkman(!). There were also some visualizations, but since the projector’s location wasn’t really thought through, we can as well assume there weren’t any.

There were three things that bothered me:
1.      Moon Duo – even though both the band members were present on that day Moon Duo didn’t support the star of the evening.
2.      Powiększenie – the one and only problem with this club is that concerts always end before 10 pm. And so it did this time. The band members had to check what time is it every once in a while to end the concert before the settled time. And you could actually see that they wanted to play some more. Well, they could have started the show a bit earlier.
3.      Visualisations – I missed the hell out of them, I mean there were some, but weren’t visible. Thanks to them the band could have taken us on an even more interesting trip.

No more complaining. Summing up, the performance was amazing, maybe the best concert of the year? Too soon to tell, but I can say that so far Wooden Shjips has taken the first place!

Ps. Seeing Wooden Shjips on stage I had the impression that I’m having contact with some twisted people…in a good way of course. Erik Ripley with his black & white beard wearing flip-flops, using all the effect buttons. Omar, the drummer, ‘jumping’ on his chair in a funny way. Dusty, the bassist, moving like…well, I can’t really compare it to anything since his stage manner was one of a kind. Nash, the keyboard player looked quite inconspicuous, but played in a cosmic way ;)








Text: Robert Wójcik
Translation: Jelizarose
Photos: Mort (except group photo)


Watch live video from From Stage on Justin.tv

3 komentarze:

  1. Excellent!! I want to see Wooden Shjips now!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzieki za link, bylem w Krakowie w Re i wczesniej na offie. Bardziej podobalo mi sie w kubie. Malo ludzi jak na krakow, tez bylem zawiedziony ze moon duo nie zagrali jako support, jednak wiem od kolesia co ich sciagal ze za drogo cala ta impreza by go kosztowla. Koncert w krakowie byl mega gitesowy. pozdrawiam wszystkich fanow wooden shjips. izapraszam na bloga www.muzykaniepotrzebna.blox.pl

    OdpowiedzUsuń